wtorek, 12 grudnia 2017

Śpiąca królewna



Dawno, dawno temu, za kilkoma wzgórzami, za kilkoma galeriami handlowymi i za kilkoma cmentarzami, pracowała sobie królewna. Choć płynęła w niej błękitna krew, co unaoczniała rozbudowana sieć żył doskonale widocznych tuż pod jej cienką skórą, królewna nie wiodła życia skąpanego w luksusie. Mogła tylko marzyć o strojnych sukniach i fioletowych pantoflach z Ryłko. Skórzane laczki i skąpy fartuch kuchty – ot, co jej było pisane. Miast wirować na salonach, rytmicznie wymachiwała mopem; zamiast spijać wino z kryształowych pucharów, doiła barszcze Knorra w zatraceniu. Jej królewski organizm już dawno przywykł do ciemności, chłodu i kurzu. Taki mój los – powtarzała. – Nie każdy człowieczy żywot to scenariusz „Listów do M.”. Aż pewnego razu, gdy kolejny raz pełniła wartę w towarzystwie rozwydrzonej dziatwy, a powieki i głowę z trudem utrzymywała w górze, stało się coś nieoczekiwanego – telefon wysunął jej się z dłoni z hukiem spadając na podłogę. 
I wtedy się obudziła.


J. Chełmoński, Babie lato (1875)